Czy znajomi z facebook’a to naprawdę nasi znajomi?

[alert variation=”alert-info”]Poniższy post pojawił się ponad tok temu na moim poprzednim blogu. Od tego czasu kilka moich poglądów mogło ulec zmianie. Post pojawia się tu tylko w formie archiwalnej.[/alert]

80, 105, 200, 1374. Co to jest? Tak, zgadliście – to liczby. Towarzyszące nam na co dzień w każdym aspekcie naszego życia. Również na portalach społecznościowych, gdzie nasi znajomi to po prostu liczby. Nikt patrząc na licznik znajomych nie zastanawia się, że są to żywe osoby, widzi my cyferkę i to wystarczy. Badania psychologiczne wykazały, że najlepiej w naszych oczach postrzegane są osoby, które posiadają 300-400 znajomych. Jeśli jest ich mniej – osoba pewnie nie jest warta tego, żeby się z nią poznać. A jeśli ma zdecydowanie więcej – nie warto dodawać jej do znajomych, bo połowy ze swojej listy pewnie na swoje oczy nie widziała. Tyle badania, a ile tak naprawdę osób z liczby posiadanych na facebook’u znajomych to nasi prawdziwi znajomi? Odpowiedzcie sobie sami: przypomnijcie sobie swoje chociażby urodziny i to ile życzeń dostaliście na fejsie, a ile osobiście, czy chociażby telefonicznie, lub sms-owo. No tak, facebook przypomina o czyichś urodzinach, normalne życie nie. Prawdziwi znajomi i przyjaciele jednak powinni o takiej dacie pamiętać. A tak przy okazji: polscy „Znajomi” w angielskiej wersji językowej facebook’a są nazwani „Friends”. Czy tylko ja uważam, że przyjaciel, a znajomy to cholerna różnica?

Swoją drogą przyjaźń w dzisiejszym świecie i tak straciła na wartości. Teraz przyjacielem nazwiemy kogoś, kto odprowadził nas do domu po ostatniej imprezie, na której się z tą osobą upiliśmy. No dobra, może przesadzam, ale myślę, że wiecie o co chodzi. Ilu tak naprawdę macie przyjaciół? Nie znajomych, przyjaciół. Takich,  którzy wiedzą o was dosłownie wszystko.  Jednego, dwóch? Czy nie ufacie nikomu, a innym mówicie tyle, ile chcecie powiedzieć? Przyjaźń damsko – męska… Według mnie ma taką samą rację bytu, jak przyjaźń między facetami lub kobietami. A jeśli jakiś mężczyzna wam powie, że taka relacja nie istnieje to każcie mu przestać myśleć penisem.

To nie jest tak, że nie lubię facebook’a, nawet bardzo go lubię. Dzięki niemu żyje się dużo łatwiej i fajniej. Nie jestem od niego uzależniony, bezproblemowo dałbym sobie radę bez niego wytrzymać. Hmm.. w sumie większość posiadaczy konta na fb tłumaczy się, że jest na nim tylko dlatego, żeby utrzymywać kontakt ze znajomymi, czy tam rodziną. Ale jak czytam od pewnego czasu na mojej tablicy posty moich znajomych, w których żalą się, że czat im nie działa to mam ochotę im pieprznąć. Widocznie wielkim i niebotycznym problemem jest dla nich wyjście na zewnątrz i spotkanie się z innymi, bo po co wyjść, jak można pisać. Z tym wychodzeniem też różnie bywa. Niejednokrotnie miałem taką sytuację, że osoba, z którą chciałem gdzieś wyjść, żeby nie siedzieć w domu odmówiła mi, bo „nie ma czasu”. Jak się okazywało, naprawdę nie ma czasu, na co wskazywała zielona kropka przy nazwisku tej osoby na facebook’u przez cały wieczór tego dnia. I może mnie ten ktoś nie lubił, mam to gdzieś. Bo już wolałbym usłyszeć z ust tej osoby „Jesteś frajerem, spie*rzaj, masz taki ryj, że wstyd pokazać się z Tobą na mieście”, niż być okłamywanym. Idzie się wkurzyć. Tak jak idzie się wkurzyć na całego facebooka i na naszych „znajomych”. A co do naszych znajomych – ich możemy podzielić na kilka typów:

-YOUTUBOWY DJ – wstawia po kilka, jeśli nie kilkanaście linków do piosenek zamieszczonych na tym portalu dziennie. Jeszcze gdyby były to piosenki normalne to wszystko w porządku, ale zwykle są one tak tandetne, że głowa mała. Ewentualnie są to piosenki, które lecą po sto razy na dzień we wszystkich stackach radiowych. Chociaż w sumie…nikt i tak nie kliknie w link, żeby posłuchać jakiejś piosenki, której nie zna. Po co poznawać nową muzykę, na pewno nie jest tego warta.

-ZAPALONY KWEJKOWIEC – osoba taka wstawia w cholerę linków do obrazków z tej strony, nie wiedząc, że przeciętna osoba już dawno widziała tę zawartość wchodząc na stronę kwejk. Każdy z nas czasem wstawi coś fajnego znalezionego na tym portalu, no ale bez przesady.

-TAKA DZIUNIA, ŻE GŁOWA MAŁA – dziewczyna, którą jeśli by się rzuciło facetom, to nic by z takiej nie zostało. Mogłaby na swoim profilu napisać dosłownie wszystko, pewnie nawet i to, że ma biegunkę, a i tak pewnie miałaby więcej lajków, niż ma znajomych. Innym typem fejsbukowej fajnej dziuni jest taka, która codziennie na swój profil wstawia jakieś zdjęcie będące lubianym tylko przez napalonych na jej widok facetów. W tym przypadku pewnie nawet jej zdjęcie na kiblu spotkało by się z ich aprobatą. No ale jeśli jakaś dziewczyna lubi być traktowaną przez facetów przedmiotowo to co ja się będę wtrącał…

-SYPIĄCA CYTATAMI  – przeważnie dziewczyna, która jeszcze nie ukończyła gimnazjum lub taka, której okres rozwoju zatrzymał się właśnie na tym etapie. Osoba taka wkleja przemądre cytaty na swój profil, a zostaje on polubiony i skomentowany w stylu „Jakie to prawdziwe” przez dziewczyny jej podobne.

-CBŚ – ten rodzaj znajomych po części mnie przeraża. Dodajemy takiego do naszej listy i na tym kontakt z nim się kończy. A tu nagle osoba ta komentuje nam post sprzed 8 miesięcy wspominając jeszcze, że nasze starsze posty  sprzed półtora roku były lepsze. To naprawdę jest dziwne.

-WŁAŚCICIELE ASKÓW – przeważnie też dziewczynki z gimnazjum pragnące powiedzieć każdej osobie wszystko na swój temat, jeśli tylko zostanie o coś zapytana. Znajomi tacy często umieszczają link do swojego profilu opatrzony dopiskiem „Hejtuj śmiało!”, a gdy już te hejty się pojawią to wtedy jest wielki płacz. Zupełnie fajni są ludzie, którzy profil na ask’u mają tylko dla zabawy i nie traktują go zbyt poważnie.

-KRÓL(OWA) DYSKOTEK – znajomy spędzający każdy weekend na dyskotekach/imprezach. Każdy wypad poprzedza dodany przez tę osobę dodany przez nią wpis, w którym oznacza każdego, z kim tego dnia będzie balować z dopiskiem w stylu „Oo, dziś z moimi, impreeeezka ;3 będzie się działo <3”. A po każdej imprezie możemy zobaczyć fotorelację z imprezy, na której ten ktoś był. I tak co tydzień.

-WKURWIONA NA WSZYSTKO – rodzaj żeński, gdyż jest to metoda używana głównie przez dziewczyny.  Ilekroć ma ona gorszy dzień musi o tym napisać na fejsbuku coś w stylu „Wkurwiona;[ ”, „Życie mnie dobija” itp. nie podając powodu jej wkurwienia. A kiedy inna osoba zapyta w komentarzu „Co się stało?” nierzadko w odpowiedzi od wkurwionej osoby otrzymuje tekst „Spierdalaj”.

-NASTOLETNIA FOTOGRAFKA – dziewczyna, która kupiła sobie za aparat warty więcej, niż ona sama i cykająca zdjęcia wszystkiemu, co się rusza, a nawet i temu, co się nie rusza. Znajoma taka wstawia wszystkie zrobione przez nią zdjęcia na fejsbuka, a nierzadko jest też właścicielką fanpejdża z nazwą w stylu „[imię i nazisko] Photography”, na który wstawia zdjęcia robione jej koleżankom i złamanej gałęzi drzewa. Żeby nie było – fotografię doceniam, ale jest to bardzo trudna sztuka, a kupno aparatu za 2000 złotych nie sprawi, że nagle staniecie się zajebistymi fotografami. Sam taki aparat posiadam, ale fotografa ze mnie nie będzie i nie będę udawał, że nim jestem.

-SŁITAŚNE PRZYJACIÓŁECZKI – komentują sobie nawzajem zdjęcia „Ooo, jaki sex xx, mmm, kocham cię”, dodają posty na profil „Ale dziś było fajnie, nie?”, albo przeprowadzają w komentarzach do byle czego swoistą konwersację zapominając o tym, czym jest prywatna rozmowa. Chyba, że ktoś lubi wywlekać całe swoje życie i pokazywać je każdemu dookoła. Wtedy się nie wtrącam. Innym rodzajem tego typu dziewczyn są takie, których kontakty zahaczają trochę o lesbijskie dzięki ustawionymi między nimi dwiema statusu „w związku”. Plus dziesięć do dojrzałości.

-MAJĄCY BRAKI W INFORMATYCE LUB LOGICZNYM MYŚLENIU – osoby, które w nadziei na wygranie iPhona5,  zobaczenia dramatycznego wypadku w swoim mieście, gołych cycków znanej aktorki lub bardzo śmiesznego obrazka na jakiejś stronie klikają bez namysłu w dany link, logują się przez konto na facebook’u, żeby móc korzystać z danej strony, a potem z „zupełnie niewiadomych przyczyn” ich profil zostaje zaspamowany. O przejmowaniu profili nawet nie wspomnę – jak ktoś nie myśli, to trzeba tę osobę do tego zmusić.

To pewnie nie wszystkie typy możliwych znajomych na facebook’u, codziennie zakładają na nim konta nowe osoby wnosząc do niego zachowania nabyte na np. obecnie już tylko chyba gimbusiarskiej naszej-klasie. Ja konto na facebook’u mam od 2009 roku. Wtedy wyglądał on zupełnie inaczej, nie miał tylu opcji i funkcji, a znajomych mogłem ze świeczką szukać, wtedy jeszcze każdy zachwycał się nk. I nagle – bum! Nie wiem co się stało, ale każdy zaczął zakładać konta na fejsie, traktując go jak drugą naszą-klasę. Mój licznik znajomych zaczął się powiększać i trwa to praktycznie do dziś, chociaż już nie tak lawinowo. I co tak naprawdę nam przychodzi z tych znajomych? Co tak naprawdę daje nam kilkadziesiąt lajków pod naszymi statusami i setki pod zdjęciami? Czy jest to naprawdę aż tak istotne, jeśli nie będziemy z kim mieli wyjść się spotkać i szczerze porozmawiać? Wątpię. Zapewnie też każdy ma taką samą sytuację jak ja: licznik znajomych pokazuje kilka setek, a pisze do nas dosłownie kilka osób. Reszta ma nas po prostu gdzieś. I to już niestety jest naprawdę smutne.

Fakt jest prosty – znajomi nas po prostu wkurwiają. Piszą dosłownie o wszystkim: o tym gdzie byli, z kim byli, co robili, co jedli na obiad, co widzieli, jaki film oglądali… i to przynajmniej kilka razy dziennie. Odnoszę wrażenie, że piszący to po prostu chcą, żeby każdy uważał ich za osoby światowe, inteligentne, mądre i ogólnie zajebiste. Albo po prostu takie osoby chcą podbudować swoje własne ego i przynajmniej przez chwilę poczuć się sławnymi. Może po prostu potrzebują aprobaty w oczach wirtualnych znajomych, żeby poczuć się coś warte.  Czym nas jeszcze wkurzają znajomi? Udawanym żaleniem się. Na przykład:  „Ojej, tak mnie zmęczyła ta 8 godzinna podróż samolotem w pierwszej klasie, że teraz zamiast pójść oglądać piramidy pójdę spać”, „Ohh, 10 godzinny wykład na mojej wymarzonej uczelni, to takie męczące”, „Dostałam najnowszego iPhona od rodziców, ale jest czarny, a ja chciałam białego :(”. To jest naprawdę udawane żalenie się, chyba tylko po to, żeby uzmysłowić każdemu, że dla piszącej to osoby opisywane przez nią rzeczy to zwykła codzienność.

W tej chwili większość z was pewnie pomyślała – „Jak mu coś przeszkadza, to nich nie pisze takich głupot i usunie konto na fejsie”. Jak już napisałem – fb lubię ułatwia życie, szybciej można skontaktować się z tymi, z którymi kontaktować się chcemy. Co do usuwania znajomych proponuję wam też przeprowadzić eksperyment, jak ja ostatnio  – znajdźcie wśród swoich znajomych kilka osób, które albo to was wkurwiają, albo nie pisaliście z nimi od wieków i usuńcie ich z listy. Bez obaw, żadnego powiadomienia o tym nie otrzymają. Nawet więcej niż prawdopodobne jest to, że te osoby nawet tego nie zauważą, bo są tylko kolekcjonerami znajomych. Ja kilka osób usunąłem i czekałem na to, czy się do mnie odezwą i zaczną pytać, dlaczego to zrobiłem. Tak się nie stało. Redukcja znajomych wcale nie jest takim złym pomysłem.

Podsumowując – facebook nie jest narzędziem złym. Tak w zasadzie nawet i dynamit nie jest zły. Ale gdy Nobel – wynalazca tego wybuchowego przedmiotu – dowiedział się jak ludzie pragną go używać ponoć się załamał. Dlatego to od nas zależy jaki jest facebook.
Tak jak poniższy wpis, który ma charakter humorystyczny.

Komentarze

komentarzy