Szkoła uczy, ale nie życia

[alert variation=”alert-success”]Wpis pierwotnie pojawił się na moim poprzednim blogu cospotykaprzewodnika.wordpress.com kilka miesięcy temu. Poniższy post jest jego lekko zmodyfikowaną wersją. [/alert]

Szkoła nie uczy – są to słowa, które każdy uczeń wypowiedział przynajmniej raz w życiu. I jest w nich sporo prawdy. Bo czego tak naprawdę uczy szkoła? Ja swoją obowiązkową edukację skończyłem dwa lata temu. I co tak naprawdę wyniosłem z tak zwanej „budy”? Prawie nic. No okay, wiem jaka jest stolica Polski, znam na pamięć symbole większości pierwiastków z tablicy Mendelejewa, znana jest mi przyczyna zmian pór roku oraz całe mnóstwo podobnych, niepotrzebnych w życiu rzeczy. W skrócie – przez 15 lat edukacja szkolna nie przystosowała mnie do życia w społeczeństwie. Jakoś sobie nie potrafię wyobrazić, że idąc do piekarni po świeżutki chlebek zostanie mi on sprzedany dopiero wtedy, gdy obliczę kasjerce deltę podanej mi przez nią funkcji. Nie moi drodzy, tak w życiu nie ma. Szkoła nie uczy potrzebnych do życia rzeczy. Dobra, niby to wypełnia się na lekacjach PITy (a to i tak w klasach o kierunkach ekonomicznych), ale po cholerę? Dzisiaj wystarczy do programu służącego do ich wypełniania wystarczy wpisać dane dosłownie w kilku rubryczkach, a oprogramowanie wypełni samo nasze zeznanie podatkowe, a na dodatek wyśle je do naszego urzędu.  PITa to się wypełnia, ale jakoś nie przypominam sobie, żeby w szkole uczyli mnie napisać, zrozumieć i podpisać umowę wynajmu/kupna/sprzedaży mieszkania/domu. No co? Przecież to jest rzecz bardzo ważna w życiu. Każdy kiedyś będzie chciał się wyprowadzić od rodziców i przenieść na „swoje”. A tu w ogóle nie wiadomo jak się do takiej wyprowadzki zabrać. Umowy kupna/sprzedaży samochodu też w szkole na oczy nie widziałem. Jak wziąć pożyczkę (niektórzy pewnie wezmą, różnie to się w życiu zdarza) też nas w szkole nie nauczą. I to nie wina szkoły, do której chodzimy, tylko systemu edukacji. Szkoły same w sobie nie są złe.  Przynajmniej moja szkoła średnia była zła. Wręcz przeciwnie – do lepszej trafić nie mogłem. Zdałem maturę, egzamin zawodowy, więc nauczyciele stanęli na wysokości zadania. Również atmosfera panująca w szkole była (i jest nadal) świetna. Nie oceniam w tym wpisie żadnej szkoły, ani nauczycieli. Oceniam całokształt systemu edukacji.

Szkoła podstawowa – 6 lat uczenia dzieci mnóstwa rzeczy. Niepotrzebnych. W klasach 1-3 jest to jeszcze nauczanie zintegrowane, więc nie ma podziału na poszczególne przedmioty. Klasy 4-6 to istne szaleństwo.  Moja siostra, która chodziła do 5 klasy podczas, gdy ja do 4 technikum  nieraz miała zadane więcej pracy domowej niż ja, przygotowujący się do matury. Chore. Już nie wspomnę o tym, że plecaki dzieci chodzących do podstawówki nierzadko przekraczają dopuszczalne normy wagowe, co nie wpływa zdrowotnie na plecy uczniów. Gimnazjum – ten okres edukacji to teraz patologia. Nie wiem kiedy i co się w tym zmieniło, ale ja chodziłem jeszcze do gimnazjum, a nie do gimbazjum. I w końcu szkoła średnia. Człowiek w wieku lat 16 ma wiedzieć co chce robić w życiu, bo zarówno licea jak i technika są profilowane. W sumie nieważne na jaki profil pójdziemy, bo i tak będziemy uczeni niepotrzebnych nam głupot, które na siłę będą nam ładowane do głowy, a przedmiotów mających nas kierunkować w wybranej przez nas specjalizacji będzie może jakieś 60-70%.

Tak zastanawiając się nad tym wszystkim dochodzę do wniosku, że tu po prostu chodzi o kasę. Czym więcej będziemy siedzieć w szkole, i im więcej przedmiotów będziemy mieli tym więcej na tym wszystkim zarobią wydawnictwa i państwo. Ceny podręczników to są jakieś żarty. Czarno-biała książka do angielskiego kosztuje 60 zł, a to tylko dlatego, że jest do angielskiego. To i tak dwa razy mniej, niż kosztuje książka do angielskiego zawodowego dla klas o profilu ekonomicznym w technikach. W wielkiej, potężnej hAmeryce wszystkie podręczniki szkolne są dostępne w wersjach elektronicznych na np. tablety i to całkowicie ZA DARMO. Tam nikt nie robi problemu, że te urządzenia z książkami w takiej formie są noszone do szkół i używane na lekcjach. Nie, żebym wychwalał Amerykę, bo jak dotąd w Polsce mi dobrze, tylko w naszym kraju wygląda to zupełnie inaczej. Po pierwsze, nawet gdyby takie książki były, to pewnie zostalibyśmy pozbawieni przez nauczyciela naszego tabletu. A po drugie – u nas nigdy DARMOWYCH podręczników w takiej formie nie zobaczymy. Dlaczego? Napisałem kilka zdań wcześniej. Chodzi oczywiście o pieniądze. Gdyby książki były za darmo, wtedy nikt na nich nie zarabia, oprócz producentów tabletów.
Prześledźmy może pokrótce szkolne przedmioty i zastanówmy się czy tak naprawdę wiedza zdobyta na każdym z nich może nam się kiedyś w dorosłym życiu przydać.

JĘZYK POLSKI. Nie da się zaprzeczyć, że jest on nam potrzebny. W znacznej większości jest on znienawidzony przez uczniów, ale pomyślcie – wasi dziadkowie kiedyś przelewali swoją krew i ginęli tylko za to, abyście teraz mogli się uczyć tego przedmiotu w szkole. Sprawa czytania książek, gimbusiarskiego pisania i całej tej reszty to już temat na osobny wpis.

MATEMATYKA. Tego to chyba każdy nienawidzi jeszcze bardziej, niż polskiego. O ile podstawowa wiedza wyniesiona z tego przedmiotu jest nam potrzebna, bo to chyba ważne, żeby umieć policzyć pieniądze, to wtłaczana nam na siłę umiejętność wyliczania delty i posługiwania się algebrą jest jak dla mnie wiedzą totalnie niepotrzebną w dorosłym życiu. No chyba, że w przyszłości trzeba będzie pomóc swojemu dziecku w pracy domowej.

HISTORIA. Ją chyba też mało kto lubi. Nie jest potrzebna, ale nie jest również tak do końca zbędna. Warto znać kilka nie tylko podstawowych faktów na temat chociażby wojen, oraz tego, co się działo w naszym kraju.

BIOLOGIA. Na cholerę mi znać budowę liścia? Liścia od sałaty to ja jem w sałatkach i nie zastanawiam się nad jego budową. Tematy o budowie ciała człowieka są nawet przydatne tak samo jak te, o higienie ciała. Bo niejednokrotnie jadąc autobusem albo będąc w jakimś tłocznym miejscu uświadomiłem sobie, że niektórych lekcje o higienie chyba ominęły…

GEOGRAFIA. A po co mi znać stolicę Kambodży? I tak mnie nigdy nie będzie stać, żeby tam pojechać. Wiem, jakich sąsiadów ma Polska, wiem, gdzie mniej więcej jest jaki kraj, potrafię czytać mapy i orientuję się w kierunkach geograficznych. A to, gdzie w Polsce jest gaz ziemny, ropa naftowa, oraz elektrownia szczytowo-pompowa przyda mi się. Prawdopodobnie nigdy.

JĘZYKI OBCE. W końcu przedmiot, który swoje miejsce w szkole ma uzasadnione. Rosyjski, niemiecki czy w końcu najpopularniejszy – angielski. Bez znajomości któregokolwiek z nich o pracy za granicą (a i niekiedy nawet w kraju) możemy tylko pomarzyć. Może tylko sposoby uczenia języków w szkole są beznadziejne, bo chyba ważniejsze jest to, żeby potrafić się z kimkolwiek w obcym języku porozumieć, a nie fakt znania pięćdziesięciu ośmiu czasów i wszystkich zasad gramatyki. Tak na marginesie: angielskiego uczę się od zerówki i swój poziom w tym języku śmiało mogę ocenić na zaawansowany. Bez wątpienia jest to zasługa mojej nauczycielki tego języka z gimnazjum, naprawdę potrafiła nauczyć. Niemieckiego uczyłem się 4 lata przez całe technikum. Oprócz przedstawienia się, przywitania i policzenia do 10 nie umiem nic, a nauczycielka uczyła dobrze i chciała nauczyć. Nie potrafię zrozumieć dlaczego. Może po prostu nie jestem lingwistą, albo się do niczego nie nadaję.

INFORMATYKA. Czyli po prostu szkolenie w umiejętności obsługi tak zaawansowanych programów jak Paint, Word, Excel i Power Point, a także przedmiot mający uświadomić nam, że Duże Litery Na Początkach Zdań Lub Wyrazów piszemy za pomocą lewego SHIFTA, a nie Caps Locka.

FIZYKA. Czasem ciekawa niczym kanał Discovery, czasem wręcz beznadziejna. Fajnie jest się dowiedzieć, dlaczego samolot lata, skaczący człowiek spada w to samo miejsce, a nie parę metrów dalej, chociaż Ziemia się szybko kręci i dlaczego po roztopieniu się kostki lodu w szklance wody poziom płynu w naczyniu się nie zwiększy. Serio. Sprawdźcie.

CHEMIA. O ile wiedza dotycząca destylacji alkoholu może się niektórym przydać, to wiedza na temat rozszczepialności atomów przyda się chyba tylko psychopatom, planującym zrobienie bomby atomowej.

RELIGIA. Jedyny przedmiot, na którym można pograć w karty, zjeść kanapkę, albo nauczyć się na inne przedmioty. Czy potrzebny, czy nie – pozostawię to bez komentarza. To indywidualna sprawa tego, czy ktoś wierzy, w co wierzy i jak silna jest ta jego wiara. W tym przedmiocie akurat dużo zależy od księdza, który ją prowadzi. Jeśli jest w porządku i da się z nim porozmawiać (tak jak ksiądz, z którym ja religię miałem) przedmiot ten może być ciekawy.

WYCHOWANIE FIZYCZNE. Chyba każdy wie o co chodzi. Przedmiot według mnie potrzebny, sport to zdrowie, a trochę ruchu nikomu nie zaszkodzi. Chyba, że zwalniającym się z lekcji z powodu kobiecych dni dziewczynom. Zwalniającym się z tego powodu kilka razy w miesiącu. Ciekawe…

WYCHOWANIE DO ŻYCIA W RODZINIE. Przedmiot wręcz uwielbiany przez chociażby gimnazjalistów, którzy myślą, że będą na nim gadać o seksie. I to ich rozczarowanie, gdy okazuje się, że lekcje dotyczyć będą higieny, rozwoju zarodka, patologii społecznych albo psychologicznych aspektów bycia rodzicem.

EDUKACJA DLA BEZPIECZEŃSTWA (kiedyś PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE). Pozytywny przedmiot, nie każda wiedza zdobyta na nim się przyda, ale umiejętność udzielania pierwszej pomocy powinien posiąść każdy człowiek.

W gimnazjum są takie przedmioty jak MUZYKA, PLASTYKA i TECHNIKA. Nie umiem ani śpiewać, ani rysować, zdolności manualnych też nie posiadam. Jeśli jeszcze uczymy się na muzyce grać na jakimś instrumencie jest ciekawie, ale rysowanie nie każdemu się już przyda. Pisma technicznego też w dorosłym życiu nie wykorzystamy. Przedmioty potrzebne nam tylko wtedy, jeśli chcemy zostać drugim Justinem Bimberem, albo kolejną gwiazdką na miarę tych z Disney Channel.

Jeżeli w tej chwili pewna część ciała zabolała Cię to pamiętaj, że powyższy tekst pisany jest w stylu humorystycznym. Każdy człowiek jest inny i ma również inne plany życiowe – Ci, którzy chcą zostać prawnikami będą wkuwać historię, matematycy będą szczęśliwi ucząc się matmy, a pasjonaci chemii będą chcieli poświęcić jej całe życie.

Komentarze

komentarzy