„Toking Angela to pedofil!!111!!”, czyli o głupocie ludzi i jak niewinna aplikacja przeraziła miliony

Tak wielkiej beki nie miałem od niepamiętnych czasów. Bawi mnie to do tego stopnia, że aż postanowiłem napisać tutaj post poświęcony temu zdarzeniu. Mianowicie chodzi o aplikację na Androida i iOSa o nazwie Talking Angela. Jest to darmowa aplikacja, która umożliwia nam „rozmowę” z wirtualnym kotem o imieniu właśnie Angela. Apka jest po prostu chatbotem – możemy mówić do telefonu, a aplikacja rozpozna naszą mową, a kotka odpowie nam. Talking Angela wykorzystuje również kamerkę z telefonu/tabletu do śledzenia naszego wyrazu twarzy. Jeżeli się uśmiechniemy aplikacja odpowiednio zareaguje. Apka co pewien czas robi nam również zdjęcia – możemy później poglądać swój głupi wyraz twarzy. Wszystko fajnie, pięknie, świetna zabawa dla dzieci.

Jednak od pewnego czasu na facebook’u pojawiły się dziwne informacje, jakoby twórcą aplikacji był pedofil, a w oczach kotki „siedzi” grupa osób, które mogą nas mierzyć. Brzmi niedorzecznie? Nic dziwnego. Jednak to nie koniec. Według innych osób aplikacja zadaje dziwne pytania: jak mamy na imię, ile mamy lat, gdzie mieszkamy, jakie mamy włsoy. Drodzy gimnazjaliści: pytania te są zupełnie normalne. Aplikacja pyta o imię, bo jakoś się do was zwracać musi. A reszta pytań pojawia się dopiero wtedy, jeżeli wyłączymy w niej „Tryb dziecęcy”. Większość osób skarżących się na takie pytania to właśnie dzieci. Więc dlaczego wyłączyliście tryb dziecięcy? Dlaczego potem się skarżycie?

To, że aplikacja Was nagrywa, robi wam zdjęcia, a potem może to wysyłać do twórców aplikacji to absolutna prawda. Zacznijmy jednak od początku: aplikację stworzyła firma Outfit7, która podobnych „gadających” aplikacji ma w swoim portfolio około 20. Firma jest powiązana z Disney’em, a nawet robi prawdziwe maskotki przedstawiające postaci ze swoich gier. Sam szef firmy Outfit7 – Samo Login (swoją drogą fajne nazwisko) – przyznał w wypowiedzi dla strony The Guardian, że podejrzenia co do tej aplikacji są po prostu „śmieszne”:

Even though it could be easily believed that you are talking to a person, if you pay some attention, everybody can easily find out that it’s not a person on the other side: it’s only a semi-intelligent conversation that you’re having. (…) We have millions of users every day using this app. Can you imagine, we’d need an army of paedophiles. It’s ridiculous.

Co jednak z nagrywaniem i robieniem zdjęć przez aplikację? Cóż, polecam nauczyć się czytać tego, co wyświetla nam się podczas instalacji. Aplikacja Talking Angela ma następujące uprawnienia:

  • Możliwość nagrywania dźwięku, obrazu z kamerki w dowolnym momencie
  • Modyfikacja pamięci na telefonie
  • Pełen dostęp do Internetu (przesył danych do serwera np.)
  • Zapobieganie wygaszaniu ekranu/wyłączaniu aplikacji
  • Odczyt danych rozmów telefonicznych
  • Sterowanie wibracją urządzenia
  • Automatyczne uruchamianie aplikacji przy starcie systemu

Instalując aplikację sami zgodziliście się na te uprawnienia. Najwidoczniej nie wiedzieliście co robicie. No cóż, mam nadzieję, że w przyszłości będziecie uważniej czytać dokumenty i nie weźmiecie kredytu na setki tysięcy złotych podpisując je w ciemno. Może o tym nie wiedzieliście, ale wszystkie aplikacje czy to na Androida, czy to na iOS’a wymagają do poprawnego funkcjonowanie mniejszych, bądź większych uprawnień. Znacznie większych uprawnień niż nawet Talking Angela wymagają aplikacja Skype, GG, lub nawet zwykłe aplikacje latarek, których pewnie niejednokrotnie używaliście z uśmiechem na twarzy. Rozczaruję Was – macie Androida/iOS’a – nie macie prywatności. iOS jest akurat pod tym względem lepszy: aplikacje działające w tym systemie pytają za każdym razem, gdy chcą skorzystać z GPS’a, mikrofonu, apartu itd.
Gdzie jest niby teraz problem? Kilka osób w komentarzach w sklepie Google Play pod właśnie tą aplikacją napisały, że zgłaszają ją, jako szkodliwą. Na pewno Google to rozpatrzy. Na pewno. W GP pojawią się czasem tak beznadziejne i śmieciowe aplikacje, że zaczynam się zastanawiać, czy ten koncern zwraca uwagę na to, jakie aplikacje widnieją w ich sklepie.

Wspomniany już wcześniej Samo Login uspokaja nas co do obaw, że nagrania i zdjęcia z aplikacji ktoś może oglądać:

We have no communication to our servers: the brains of the engine are in the mobile app, and everything that the engine responds is pre-scripted.

Dalej się obawiacie? Naprawdę nie ma czego i bardzo łatwo to udowodnić. Według sklepu Google Play Talking Angelę pobrało ponad 10 milionów osób. Przypuśćmy, że każda z nich używała tej aplikacji przez 3 minuty: 10 000 000 x 3 = 30 000 000 minut. Daje nam to 500 000 h = 20 833 dni, co finalnie daje 57 lat. Nawet jeżeli komuś chciałoby się przeglądać nagrania z aplikacji to możemy my tylko życzyć spokojnej starości. Zastanawia mnie tak samo po co wymyślony hacker miałby Was za pośrednictwem aplikacji pytać o to, gdzie mieszkacie. Wątpię, że ktokolwiek by się przyznał do prawdziwego adresu, więc musiałby on namierzyć Was GPS’em, a uprawnień do korzystania z tej funkcji telegonu aplikacja nie posiada.
Kolejnymi obawami użytkowników aplikacji jest to, że w oczach Angeli „widać pokój”, „widać faceta w kominiarce”, „widać grupę ludzi” itp. itd. Nie wiem ile w tym prawdy, w oczach kotki naprawdę coś się odbija, ale przecież to normalne, że gdy na coś patrzymy, to ten przedmiot odbija nam się w oczach. Ja w oczach Angeli widzę stado Murzynów z Afryki, albo też kobietę z nagimi piersiami. Ludzka psychika działa niestety tak, że jeżeli ktoś nam powie, że widać tam to i to, będziemy to widzieć. Więc przekonywanie wszystkich, że w oczach postaci z aplikacji widać pokój skutkuje tym, że nagle wszyscy ten pokój będą widzieć. Poza tym wytłumaczie mi jedno: jakim cudem chcielibyście kogoś w oczach Angeli widzieć? Ten ktoś musiałby sam być nagrywany, poza tym taka technologia jak widzenie kogoś na odległość przez ekran nie istnieje. A szkoda, przydałaby się do wideorozmów.
W kilku komentarzach przeczytałem również, że „podobno aplikacja była na początku normalna, a potem została zhackowana”. Dobrze, zastanówmy się czy tak mogło być.
Po pierwsze – hacker musiałby wejść w posiadanie kodów źródłowych aplikacji z obu systemów (Android, iOS).
Po drugie – musiałby te aplikacje przerobić, co wymaga pewnej programistycznej wiedzy.
Po trzecie – musiałby włamać się na konta firmy Outfit7 w sklepach Google Play oraz AppStore, żeby umieścić tam przerobioną przez siebie aplikację.
Po czwarte – hackerów musiałoby być kilka tysięcy, żeby w jednej chwili mogli rozmawiać ze wszystkimi użytkownikami aplikacji, których w jednej chwili może być właśnie klika tysięcy.
Tak, to ma sens. Taki sam jak zaczynanie oglądania serialu od końca, zaczynając na ostatnim odcinku, a kończąc na pierwszym.

Powstało już wiele polskich fanpejdży (https://www.facebook.com/pages/Talking-Angela-Nie-graj-w-to-C/483049995151083?fref=tshttps://www.facebook.com/Taalkingangelaa?fref=ts oraz mający aż 12 tysięcy fanów https://www.facebook.com/pages/Talking-Angela-Kot-Pedofil/1448638042032853?fref=ts) poświęconych tej wyimaginowej sprawie. Już nie wspomnę, że są one zakładane tylko po to, żeby za jakiś czas je sprzedać, bo już niejednokrotnie udowodniliście brak swojego myślenia „lajkując” strony, które zostały robione na bazie aktualnych wydarzeń, a potem zostały zaspamowywane reklamami, a w końcu sprzedawne.
Użytkownicy tego typu stron prześcigają się w publikowaniu zrzutów ekranu, w których nie ma nic podejrzanego: okazuje się, że w gimnazjum słabo uczą angielskiego i zwykłe, niewinne zdania zostają przetłumaczane jako zapowiedź najgorszego…
Talking Angela nie jest jednak tak inteligentnym chatbotem jak chociażby Cleverbot i jej odpowiedzi czasami są – mówiąc wpsort – „z dupy wyrwane”. Jednak nie ma się czego obawiać – to tylko aplikacja. Aplikacje nie myślą. Działają tak, jak zostały zaprogramowane, a że Angela ma w swojej bazie kilkaset pytań, a swoich wymyślać nie może, to czasami losuje dowolne i je „wypowiada”.

Skąd jednak wzięły się pogłoski, że po drugiej stronie Talking Angeli znajduje się PedoFeel? Podejrzewam, że mama jakiejś małej dziewczynki zobaczyła na jej telefonie tę aplikację, zauważyła, że korzysta ona z kamerki i bum! Jako, że Internet przyjmie wszystko co do niego wrzucimy, a raz wrzuconej rzeczy już nigdy nie usuniemy plotka zaczęła krążyć po całym świecie. Siłą napędową tej plotki było z pewnością to, że ostatnimi czasy wszystkie media mówiły o Trynkiewiczu. Dzieci usłyszały o jego zbrodni i teraz wymyślają. Akurat w tym przypadku dobrze, że chociaż próbują być przezorne. O nieumiejętności obsługiwania telefonu z Androidem i nie czytaniu niczego podczas instalacji nie wspomnę – każdy bierze odpowiedzialność za to co robi, więc…pretensje można mieć tylko do siebie. Na chwilę obecną w sklepie Play kilkanaście pierwszych stron to ocena na jedną gwiazdkę i copypasta historii, jako to ktoś pobrał tę aplikację i przestała mu lecieć woda z kranu. W AppStorze takiej sytuacji nie ma, w angielskim Google Play również. A jeżeli po przeczytaniu mojego artykułu uważacie, że „Toking Angela to pedofil!!111!!” zmieńcie sobie telefon na Nokię 3310. Ona nie ma GPS’u, nie ma Internetu, nie ma Androida. Z nią będziecie bezpieczni.

Komentarze

komentarzy